Wielki Kryzys Bis

Obecna sytuacja gospodarcza na...

“Pieniądze innych ludzi” Hennessy Leroyle’a, 1898 rys.: Library of Congress/ pingnews.com/ Flickr

Obecna sytuacja gospodarcza na świecie skłania do przypomnienia Wielkiego Kryzysu, który miał miejsce w latach 1929-1933, wybuchł niemal nagle w Stanach Zjednoczonych i dotknął wszystkie kraje świata omijając ZSRR. Czy grozi nam powtórka z historii? Autor: Cola Zinger Photofanka

24 października 1929 roku w tzw. czarny czwartek na giełdzie Nowojorskiej na Wall Street dochodzi do gwałtownych spadków cen akcji, następstwem czego jest fala bankructw i zadłużeń, które rozprzestrzeniły się na cały świat pomijając ZSRR.Ogromne bezrobocie, wycofanie wkładów i lokat z banków, załamanie się systemu kredytowego, załamanie systemów walutowych większości państw, wstrzymanie inwestycji, bankructwa małych i średnich firm, a wzmacnianie się wielkich monopoli, spadek cen towarów rolnych dużo szybszy w stosunku do spadku cen towarów przemysłowych, załamanie handlu światowego, ochrona rynków krajowych przed napływem towarów przez wysokie cła, samobójstwa, brak poczucia bezpieczeństwa, nędza i głód, powszechna krytyka demokracji, wzrost znaczenia systemów totalitarnych- komunizmu w ZSRR i socjalizmu narodowego w Niemczech Hitlera, wzrost nastrojów nacjonalistycznych to skutki Wielkiego Kryzysu, który wybuchł jednego dnia, ale narastał powoli. Czy możemy się obawiać powtórki z historii? Aby móc odpowiedzieć sobie na to pytanie trzeba zastanowić się co doprowadziło do załamania na tak wielką skalę.

Do głównych przyczyn Wielkiego Kryzysu możemy zaliczyć spekulacje na giełdach, wprowadzenie do obrotu akcji fikcyjnych spółek, zawyżanie cen akcji. Mnóstwo ludzi zamiast inwestować, grało na giełdzie- kupując i sprzedając akcje, uzyskując kapitał bez pokrycia. Wielu niezamożnych i naiwnych ludzi zachęcono do kupowania tanich akcji firm pojawiających się na rynku, często fikcyjnych zakładanych przez właścicieli dużych i bogatych przedsiębiorstw w celu pozyskania kapitału. Kolejnym i zarazem znaczącym powodem było zdominowanie rynku przez monopole ( odpowiedniki dzisiejszych korporacji ). Utrzymywały one wysokie ceny wytwarzanych towarów i usług, a dyktowały niskie ceny surowców. Małe i średnie przedsiębiorstwa nie wytrzymywały w starciach z nieuczciwą konkurecją gigantów. Sztucznie wytworzoną falą optymizmu zachęcano obywateli do kupowania na kredyt, co w USA stało się zjawiskiem powszechnym. Kiedy nastąpiło pogorszenie koniunktury, Stany Zjednoczone  wstrzymały kredyty i zażądały zwrotu zaciągniętych długów od Europy, udzielonych po I wojnie światowej na odbudowę miast, przemysłu europejskiego i poprawę życia ludności . Nastąpiło zmniejszenie zapotrzebowania na towary rolne, gdyż z uwagi na wysokie cło Europa przestała je kupować od Stanów, w efekcie czego ceny tych produktów poszybowały w dół. Wraz z dynamicznym rozwojem motoryzacji spadł popyt na pasze dla koni. Bawełnę wypierała nowoczesna tkanina syntetyczna. Spadło zapotrzebowanie na chleb, pszenice, kawę, cukier, węgiel,miedź, mięso i bydło. Nadprodukcja towarów,  wywołana manią kupowania na kredyt w efekcie doprowadziła również do spadku cen na towary przemysłowe, co z kolei wiodło do zamykania fabryk i ogromnych redukcji zatrudnienia.

W czasach nam współczesnych jesteśmy po pierwszej fali kryzysu z roku 2008. Jest to głównie kryzys w sektorze finansowym. Wszystko zaczyna się również w USA i równie szybko rozprzestrzenia na gospodarki całego świata. Negatywne skutki tego kryzysu państwa starały się niwelować pompowaniem ogromnych pieniędzy z budżetów w celu ratowania banków podczas, gdy zrobionych w trąbę, kredytobiorców pozostawiono samych sobie. Wybuch tego kryzysu poprzedzony był pęknięciem amerykańskiej bańki mieszkaniowej w 2004 roku, po długim okresie stałego wzrostu cen. Instytucje finansowe w ramach tzw. „kredyt subprime” zaczęli pożyczać „ryzykownym” osobom, którym w normalnych warunkach nigdy nie dano by kredytu hipotecznego. Zazwyczaj pożyczki takie były nisko oprocentowane w ciągu pierwszych kilku lat, a następnie odsetki drastycznie wzrastały. Ryzyko nie było zazwyczaj klarownie przedstawiane i wielu kredytobiorcom mówiono, że w ciągu kilku lat można łatwo sfinansować kredyt by utrzymać odsetki na niskim poziomie. Pomimo głosów ostrzegawczych ze strony ekonomistów nikt w USA nie chciał zatrzymać kredytowego szaleństwa. Wszyscy byli zadowoleni i zarabiali: firmy budowlane, agencje nieruchomości, banki, producenci materiałów budowlanych i konsumenci, którzy nareszcie mogli sobie pozwolić na pierwszy w życiu dom. Proceder ten był właściwie nie dostrzegany przez rząd amerykański. Kiedy przyszedł czas spłaty odsetki subprime poszły w górę. Wielu nie było stać ani na spłatę ani na zmianę kredytu na tańszy. Dlaczego kryzys nie dotknął jedynie amerykańskich właścicieli domów? Banki i kredytodawcy sprzedali długi inwestorom i bankom na całym świecie. Długi podzielone zostały i sprzedane w tak skomplikowanych pakietach, że niewielu ludzi było w stanie je zrozumieć. Kiedy domy zaczęto przejmować wybuchła panika bo nikt nie wiedział kto ma te „bezwartościowe” długi, które zainfekowały cały system finansowy na świecie. Banki przestały tak łatwo pożyczać sobie nawzajem, nastąpiło zmniejszenie płynności finansowej w systemie.

Oprócz bańki w sektorze nieruchomości zaczęła rosnąć równolegle kolejna, tym razem paliwowa. Ceny ropy poszybowały w górę do 147 dolarów za baryłkę. Na skutek tego gospodarki wielu krajów gwałtownie spowolniły, a ceny żywności na świecie poszybowały w górę. Kiedy mało kogo już było stać na drogie paliwo nastąpiła recesja, która nałożyła się niemal równolegle na kryzys w sektorze finansowym.

Wszysko ułatwia globalna machina medialna. Media krajowe zamiast rzetelnie informować o stanie faktycznym na masową skalę przedrukowują często propagandowe artykuły od światowych gigantów medialnych. Dziś aby wyrzucić w błoto ciężką pracę wielu milionów ludzi wystarczy jedno zdanie współczesnych wyroczni- agencji ratingowych. Spekuluje się na rynku akcji, obligacji, na giełdach towarów i surowców, gruntów i nieruchomości wykorzystując wszechpotężne media. Wystarczy, że światowy gigant medialny powie, że w najbliższym czasie będzie coś drożało lub taniało i już wszystkie media na całym świecie piszą to samo. Każdy niemal inwestor giełdowy w Europie obserwuje w pierwszej kolejności zachowanie amerykańskich parkietów i od tego uzależnia swoje posunięcia. W efekcie takiej polityki przegrywają małe i średnie firmy oraz zwykli ludzie pracy, których nie stać na zakup sponsorowanych artykułów, a „zawaleni” biurokracją nie mają czasu aby się organizować.

 

Spanikowane rządy w wielu krajach udzielają pomocy bankom, ratując w ten sposób systemy finansowe przed załamaniem nie dostrzegając jednak, że to tylko odsuwa w czasie wybuch tykającej bomby. W kolejnych krajach uchwala się pakiety oszczędnościowe. Za kryzys najwięcej płacą zwykli obywatele oraz małe i średnie przedsiębiorstwa, czyli najwięksi płatnicy podatków do państwowych kas oraz płacą konsumenci zmuszeni kupować drogą żywność. Wzrastający podział na biednych i bogatych można obserwować na całym świecie. Z wyjściem z kryzysu najlepiej radzą sobie najmniej obciążone podatkami i najbardziej uprzywilejowane przez rządy większości krajów na świecie korporacje. Wyjątkiem są tu Węgry, które bezkompromisowo zakładając kaganiec „sprostytuowanym mediom” przystępują do wystawiania rachunku sprawcom kryzysu. Na świecie następuje coraz większe niezadowolenie społeczne, ludzie wychodzą na ulice między innymi Grecji, Hiszpanii, Krajów Arabskich… Kolejne państwa stają przed groźbą bankructwa. W zalanych emigrantami krajach północy następuje wzrost zachowań nacjonalistycznych, nasila się zwrotna tendencja do zamykania granic,  a w obliczu kryzysu kraje Unii Europejskiej ogarnia coraz większy autyzm pomimo niedawnego ogromnego entuzjazmu z połączenia się. I tak dochodzimy do kolejnego dna, zgodnie ze starym powiedzeniem, „kiedy USA kicha, świat się przeziębia”. Na początku sierpnia 2011 roku następują pierwsze gwałtowne spadki na giełdzie. Jak zwykle i tym razem zaczyna się od Wall Street. Wielu inwestorów wycofuje się z akcji lokując swój kapitał w dotychczas uznawane za najbezpieczniejsze waluty, złoto i inne surowce. Do góry winduje wyraźnie Frank Szwajcarski. Wraz z tąpnięciem na rynku akcji widać kolejne dołowanie tym razem cen paliw, które od czasu kryzysu w 2008 roku zdążyły już wystrzelić na nowo w górę. Czy to następny globalny kryzys? Już chyba nikt nie ma wątpliwości, że wkoczyliśmy w kolejną fazę recesji. Jesteśmy już w takim punkcie, że pozostaje zastanowić się, czy świat przetrwa kolejny wstrząs kiedy tyle ludzi na świecie głoduje, ogromne rzesze nie dojadają, a wielu może pozwolić sobie już tylko z ledwością na pokrycie bieżących opłat. Sytuacja ta ma miejsce nawet w wysokorozwiniętych krajach. Czy tych ludzi stać jeszcze na to aby płacić za kolejny kryzys? Życie obok siebie obywateli o różnym pochodzeniu etnicznym i odmiennej kulturze w dobie kolejnego kryzysu może nasilić niezrozumienie i wzajemną niechęć doprowadzając do zamieszek wewnątrz krajów, zwłaszcza wysoko rozwiniętych. W obliczu kolejnego dołowania i napiętych nastrojów możemy już tylko przyglądać się jak w nadchodzących dniach zachowają się Chiny i Rosja również pogrążone w kryzysie? Czy jeśli nie uderzy w nas jakiś globalny kataklizm jak choćby powodzie to czy nie staniemy w obliczu kolejnej wojny? Czy w tak napiętej sytuacji możemy liczyć, że wszyscy zachowają zimną krew i żaden konfikt nie przybierze na sile rozlewając się na cały świat?

Co Polska może zrobić w obecnej sytuacji? Obrońmy małe i średnie przedsiębiorstwa, stwórzmy przyjazną koniunkture do ich zakładania, a w ten sposób obronimy miejsca pracy i jeszcze wytworzymy dużo nowych. Niech za kryzys zapłacą spekulanci, instytucje finansowe i korporacje, które należy bezspornie pozbawić wszelkich przywilejów w płaceniu podatków. Należy skończyć z zatrudnianiem ludzi do wytwarzania i przekładania „papierków”. Uproszczenie prawa spowoduje zmniejszenie zapotrzebowania na pracowników w administracji i duże oszczędności dla budżetu państwa. Należy uwolnić obywateli od bezsensownego trwonienia czasu w urzędach i sądach. Czy to obroni nas przed ewntualnym konfliktem zbrojnym? Oczywiście, że nie. Przy obecnym stanie rodzimej armii w sytuacji krytycznej jeśli nie chcemy kolejny raz w historii rzucić Polaków na pożarcie jak mięso armatnie, będziemy zmuszeni do zawierania mądrych sojuszy bodaj i z tymi co spoglądając  w naszą stronę „oblizują mordę”.