Trup pada gęsto w bogatych Chinach…

Pracownik zakładów w Shenzen...

Pracownik zakładów w Shenzen na południu Chin należących do tajwańskiej firmy Foxconn Manufacturing Group popełnił samobójstwo wyskakując z okna fabryki. Silne Chiny za nic sobie mają prawa człowieka. Tej gospodarce nie podskoczą nawet amerykańscy.                                       autor: Paweł Pietkun

To 14 pracownik Foxconna, który w tym roku odebrał sobie życie.Seria samobójstw w gigantycznych zakładach w Shenzen zaczęła się dwa lata temu. Giną przeważnie młodzi robotnicy, którzy w poszukiwaniu zarobku przywędrowali do fabryki Foxconna z odległych regionów Chin. Młody mężczyzna, o którego śmierci poinformowano w środę miał 21 lat. Wyskoczył z okna na szóstym piętrze należącego do Foxconn hotelu robotniczego. W reakcji na samobójstwa pracowników wokół budynków firmy rozciągnięto siatki bezpieczeństwa i zapowiedziano zatrudnienie psychologów. Pracowników podzielono na 50-osobowe grupy, których członkowie mają pilnować się nawzajem, obserwując, czy któryś z kolegów nie wykazuje oznak utraty równowagi emocjonalnej. W maju koncern Foxconn zdecydował się na szczególną metodę zapobiegania samobójstwom: zażądał od zatrudnionych pisemnego zobowiązania, że nie odbiorą sobie życia.

Płot na samobójców w Foxconnie będzie teraz zdecydowanie mocniejszy

Działacze oskarżają firmę o sztywny styl zarządzania, zbyt szybko przesuwające się taśmy produkcyjne, wojskową dyscyplinę i zmuszanie do pracy ponad siły. Jak mówią, osoby mieszkające w hotelu pracowniczym prawie ze sobą nie rozmawiają z powodu wyczerpania.

Wiecie dlaczego świat przymyka oczy na podobne łamanie praw człowieka i pracownika? Foxconn produkuje iPhony, iPady i inne elektroniczne gadżety dla takich firm jak Apple, Sony, Dell, Nokia i Hewlett-Packard.

Z tego powodu Unia Europejska i Stany Zjednoczone są za słabe gospodarczo, żeby domagać się od Chin jakichkolwiek zmian. Tym bardziej, że Państwo Środka nie ukrywa swojej ambitnej polityki gospodarczej, choć ostatnio nieco ją ogranicza i będzie tak robić – przynajmniej dopóki nie będą miały silnej pozycji. I nie chodzi wyłącznie o kwestie gospodarki (w przypadku chińskim akurat silnej), rezerw walutowych, ale również, a może przede wszystkim aspekty militarne. Chińczycy nie odpowiadają na ruchy na arenie międzynarodowej, nie reagują na apele w sprawie na przykład wzmocnienia juana – bardzo cierpliwie odpowiadają odmownie. Są skuteczni politycznie – choćby w sprawie zmian klimatycznych omawianych podczas debaty kopenhaskiej, kiedy nie udało się krajom wysoko rozwiniętym narzucić Chinom koniecznych ograniczeń emisji globalnych.

Chińczycy produkują coraz więcej. I coraz więcej sprzedają u siebie

Podstawową barierą dla gospodarek jest bariera popytu – właściwie bardzo niewielka część potencjału jest w stanie zaspokoić potrzeby całego świata. Szczególnie w czasie recesji widać, że z samą produkcją nigdy nie jest trudno – co innego tę produkcję sprzedać. I jeżeli rzeczywiście polityka Chin nie pozostanie w sferze deklaracji, tylko będzie ukierunkowana na ożywienie popytu wewnętrznego, to Chiny staną się idealnym krajem do inwestowania, bo tam są ogromne dysproporcje. Na prowincji jest nędza na poziomie pierwotnym. W przypadku zainteresowania inwestorów pozycja Chin zasadniczo by się zmieniła. Oczywiście to nie nastąpi ani szybko, ani łatwo, choć wiadomo, że nastąpi z pewnością. Z tego zaś wynika, że Państwo Środka chce się również uniezależnić od świata. Do tej pory priorytetem dla Chin był eksport. I on pewnie pozostanie ważny, ale popyt wewnętrzny będzie równoważącą częścią tej strategii. Biorąc pod uwagę poziom nędzy w niektórych regionach i nierówności dochodowe, Chiny są wciąż jeszcze drzemiącym tygrysem. Z pewnością wzrosną w Chinach koszty produkcji, co pośrednio oznacza utratę pewnej pozycji konkurencyjnej, którą w tej chwili ma to państwo. To również koszt aprecjacji juana. Tamtejsze społeczeństwo wciąż jest zamknięte i musi pokonać pewne bariery – komunikacji i profesjonalizmu.

Chińczycy budują również pozycję swojej waluty – czy z czasem będą chcieli zastąpić nią dolara? Rosja podpisała niedawno umowę handlową z Chinami. Ale uwaga – tym razem rozliczenia między tymi dwoma gospodarkami mają się odbywać w juanach – nie w dolarach, jak to bywało wcześniej. To, prawda, że bilateralne porozumienia nie oznaczają zmiany światowego trendu. Bowiem dopóki juan nie zostanie walutą wymienialną, a nie zamkniętą o urzędowo określonej relacji względem dolara, nie będzie przybierała większego znaczenia. Może się tylko okazać, że w przypadku aprecjacji juana Rosjanie będą musieli po prostu więcej zapłacić.

Póki co grę walutą Chiny muszą prowadzić bardzo ostrożnie – w końcu nie mogą sobie pozwolić na to, żeby dolar zbyt stracił na znaczeniu na międzynarodowym rynku. Chińczycy mają ponad 2 bln dolarów rezerw, więc, co naturalne, nie są zainteresowani tym, żeby w ramach nowej zawieruchy ich rezerwy okazały się funta kłaków warte.

Rząd chiński jest rządem technokratów, wśród których nie ma miejsca na pochylanie się nad czymś tak mało istotnym, jak jednostka ludzka. Stąd fala samobójstw w fabryce Foxconn skończy się co najwyżej wzmocnieniem siatki zabezpieczającej samobójców przed upadkiem na chodnik. A nieudana próba samobójstwa, skoro już pracownik podpisał zobowiązanie, że nie będzie chciał się zabić, niedoszłego samobójcę będzie można wyrzucić z pracy. Z potrąceniem kary z ostatniej pensji. Na jego miejsce znajdzie się kilku innych – właśnie z biednej prowincji. Foxconn będzie zaś dalej składał komputery i smartfony, które klienci salonów w całej Europie i USA, będą kupować za złotówkę, euro czy dolara.

Baczmy jednak, by kultura korporacyjna z Państwa Środka nie zainstalowała się w Europie. Jeśli tak się stanie, będziemy niczym więcej, niż zwierzętami zaprzęgniętymi do gospodarczej lokomotywy.